Witajcie :)
Właśnie mija równy rok od definitywnego pożegnania farby. Jaśniejsza partia włosów jest wciąż dość wysokoporowata - lubi się plątać, ma tendencje do przesuszania i co najgorsze - końcówki wciąż dość szybko potrzebują reanimacji. Taką reanimację przeprowadziłam 12 grudnia, kradnąc włosom ok 1.5 cenymetra długości i tym samym dobijając do 8 tygodnia rozłąki z czarnym fotelem.
Włosy po podcięciu, ujarzmione szczotką
Listopad był miesiącem o wiele bogatszym pielęgnacyjnie niż jego powakacyjny poprzednik. Olej jojoba okazał się numerem jeden wśród olejów, Biovax
dla włosów suchych i zniszczonych wciąż jest ulubionym szamponem, a
wśród maskowych i odżywkowych faworytów znalazły się: Kerastase
Nutritive Oleo Curl, Organique Anti-age oraz Garnier Ultra Doux z
olejkiem z awokado i masłem karite. W suplementach diety wciąż towarzyszy mi cynk, a jej królującą częścią niezmiennie jest spożywanie siemienia lnianego.
Od jakiegoś czasu po głowie chodzi mi ochota na nieco konkretniejsze podcięcie, co zdecydowanie przyśpieszyłoby proces pozbywania się wysokoporowatej części włosów. Z autopsji jednak doskonale wiecie, że taki ruch w połączeniu z pragnieniem zapuszczenia włosów to mieszanka wybuchowa :) Głównym celem więc na najbliższy czas będzie podjęcie próby obniżenia porowatości i zwalczenie niesfornego puchu.
Pozdrawiam Was,
Koko