Popularne posty

17:27

Określenie porowatości włosów

Określenie porowatości włosów
Jak często zdarza Wam się usłyszeć od Pani w drogerii, że dany szampon lub odżywka jest najnowszym hitem, który na jej włosach sprawdza się idealnie, więc! - w domyśle - dlaczego miałby się nie sprawdzić również u Was? Kupujemy produkt i.. przychodzi rozczarowanie. Dlaczego? Za tym fenomenem ukrywa się nic innego jak porowatość włosów, czyli rozmieszczenie łusek i stopień ich odchylenia od rdzenia włosa.






Porowatość włosów (od lewej: niska, średnia, wysoka)



To właśnie od niej zależy jak nasze włosy zareagują na skład danego kosmetyku. W tym poście scharakteryzujemy powyższe rodzaje porowatości, a tym samym nauczymy się określać porowatość własnych włosów. Dowiemy się również jak wykonać szybki i skuteczny test na sprawdzenie porowatości w praktyce.


NISKA POROWATOŚĆ


Włosy o niskiej porowatości to włosy, których łuski solidnie przylegają do rdzenia włosa.  Są odporne na wszelkie stylizacje, ale i na uszkodzenia. Wyglądają zdrowo, są gładkie i błyszczące. Włosy niskoporowate są oporne na wchłanianie się wody, ale i z trudem wchłaniają składniki odżywcze. Bardzo ciężko mówić o jakimkolwiek puszeniu się, nawet przy wysokiej wilgotności. Bardzo łatwo je obciążyć. Nie wymagają pielęgnacyjnych cudów - bez większych starań prezentują się dobrze.


ŚREDNIA POROWATOŚĆ

Łączy cechy porowatości niskiej i wysokiej. Łuski włosa odstają od rdzenia bardziej niż w przypadku włosów niskoporowatych, jednak mniej niż w przypadku włosów wysokoporowatych. Wymagają pielęgnacyjnej równowagi. Miewają lekkie tendencje do puszenia się, są mniej odporne na zniszczenia i stylizację niż włosy niskoporowate. Lepiej chłoną wodę i składniki odżywcze niż włosy niskoporowate, jednak gorzej niż włosy wysokoporowate.


WYSOKA POROWATOŚĆ

Przeciwieństwo włosów niskoporowatych. Łuski znacznie odstają od rdzenia. Takie włosy są bardzo podatne na zniszczenia i stylizacje. Często się puszą i wyglądają niezdrowo. Wymagają bardzo bogatej pielęgancji i sporych wysiłków w utrzymaniu dobrego wyglądu na stałe. Są podatne na wszelkie zmiany temperatury. Taki rodzaj włosów występuje naturalnie (włosy kręcone) lub pojawia się na skutek zbyt słabej ochrony lub bardzo ubogiej pielęgnacji.


TEST PRAKTYCZNY 

Umieść włos w szklance z wodą i odczekaj 5 minut. Włos niskoporowaty będzie pływał na powierzchni lub delikatnie się zanurzy. Włos średnioporowaty opadnie mniej więcej do połowy szklanki. Włos wysokoporowaty zanurkuje na samo dno. Wynik testu wynika z rozchylenia łusek włosa i chłonięcia wody - im bardziej rozchylona łuska (włos wysokoporowaty), tym bardziej włos zbliży się do dna.







Mam nadzieję, że teraz bez problemu jesteście w stanie określić porowatość swoich włosów. To między innymi na tej wiedzy opiera się właściwy dobór całej włosowej pielęgnacji. Nie jesteście zadowolone z własnej porowatości? Głowa do góry! Porowatość to coś, co można zmienić :)




Do dzieła!




19:04

Aktualizacja: Grudzień 2016

Aktualizacja: Grudzień 2016
 Miło mi przywitać Was ponownie po tak długiej nieobecności :) Właśnie mija rok od ostatniej (a zarazem pierwszej) włosowej aktualizacji. Z wielkim entuzjazmem cofam się w czasie i przedstawiam Wam zmiany, które zaszły przez ostatnie 12 miesięcy w moim włosowym świecie.


Aktualne zdjęcia włosów (wysuszone naturalnie)

                                                               
Grudzień 2016 (wysuszone suszarką)




POROWATOŚĆ

Jeszcze równy rok temu, nie używając regularnie maski, włosy dość szybko się przesuszały i stawały się szorstkie w dotyku. Aktualnie regularne używanie odżywki wystarcza, żeby utrzymać włosy w dobrym stanie, a maska stała się opcjonalnym elementem pielęgnacji. Włosy również nie potrzebują częstego olejowania, a bez wyszuszenia ich suszarką można spokojnie funkcjonować :) Za zmianę numer jeden więc uznaję obniżenie porowatości włosów, tym samym osiągając swój zeszłoroczny cel :) Pomimo pozytywnych zmian, porowatość wciąż daje o sobie znaki, stąd osiągnięty cel staje się również celem przyszłorocznym.


STAN KOŃCÓWEK

Bez większych wątpliwości - problem rozdwojonych końcówek zmniejszył się. Po dwóch miesiącach końcówki na najdłuższych pasmach nie są rozdwojone i ciężko jakąkolwiek znaleźć. Problem natomiast pojawia się na długości włosów - krótkie włoski dalej urzędują na mojej głowie, w szczególności w środkowej partii włosów. Spora część z nich to efekt wcierek i suplementów, czyli nowoprzybyłych włosów dość dawno temu. Po wysuszeniu włosów suszarką, problem znika niemalże całkowicie (przynanajmniej wizualnie). Trzeba jednak przyznać, że włosy te są w wyjątkowo dobrej kondycji - pomimo braku podcinania na długości, poza nielicznymi przypadkami, nie mają tendencji do rozdwajania się. Dodatkowym problemem jednak jest stan końcówek przedniej partii włosów w porównaniu do reszty - są cieńsze i nieco poszarpane, a rozdwojenie występuje o wiele częściej. Celem jest likwidacja niesfornych włosów i wszystkich niszczących się końcówek. Podcinanie końcówek niezmiennie wykonuję co 2-3 miesiące.

PIELĘGNACJA

Miejsce serii L'Oréal Professionnel zajął olejek Kérastase Elixir Ultime. Różnica pomiędzy tymi olejkami była znacząca w mojej pielęgnacji. Olejek nie tylko znacznie spowalnia proces rozdwajania się końcówek, ale również pozostawia włosy nawilżone i ujarzmione bez większego trudu. Szampon z Biovax'u zamienił się w sporą liczbę innych szamponów, które obecnie stosuję. Przez ostatni rok główną rolę odegrał (i niezmiennie odgrywa) szampon Garnier Fructis Fresh. Odżywka Garnier Ultra Doux Awokado i masło karite jest wciąż numerem jeden. W kwestii olejowania, pierwsze miejsce nadal zajmuje olej jojoba, jednak najciekawszą zmianą w tej kwestii jest reakcja włosów na olej kokosowy - niegdyś wróg, dzisiaj sojusznik :) Mocno ograniczyłam użycie masek i skupiłam się na olejowaniu, które przynosiło satysfakcjonujące rezultaty. 



Co przyniesie następny rok? Zarówno sobie jak i Wam życzę ogromnej włosowej satysfakcji.







Pozdrawiam Was,
Koko




05:48

Wizyta na czarnym fotelu: Grudzień 2015

Wizyta na czarnym fotelu: Grudzień 2015


Witajcie :)




Właśnie mija równy rok od definitywnego pożegnania farby. Jaśniejsza partia włosów jest wciąż dość wysokoporowata - lubi się plątać, ma tendencje do przesuszania i co najgorsze - końcówki wciąż dość szybko potrzebują reanimacji. Taką reanimację przeprowadziłam 12 grudnia, kradnąc włosom ok 1.5 cenymetra długości i tym samym dobijając do 8 tygodnia rozłąki z czarnym fotelem.





Włosy po podcięciu, ujarzmione szczotką




Listopad był miesiącem o wiele bogatszym pielęgnacyjnie niż jego powakacyjny poprzednik. Olej jojoba okazał się numerem jeden wśród olejów, Biovax dla włosów suchych i zniszczonych wciąż jest ulubionym szamponem, a wśród maskowych i odżywkowych faworytów znalazły się: Kerastase Nutritive Oleo Curl, Organique Anti-age oraz Garnier Ultra Doux z olejkiem z awokado i masłem karite. W suplementach diety wciąż towarzyszy mi cynk, a jej królującą częścią niezmiennie jest spożywanie siemienia lnianego.


Od jakiegoś czasu po głowie chodzi mi ochota na nieco konkretniejsze podcięcie, co zdecydowanie przyśpieszyłoby proces pozbywania się wysokoporowatej części włosów. Z autopsji jednak doskonale wiecie, że taki ruch w połączeniu z pragnieniem zapuszczenia włosów to mieszanka wybuchowa :) Głównym celem więc na najbliższy czas będzie podjęcie próby obniżenia porowatości i zwalczenie niesfornego puchu.






Pozdrawiam Was,
Koko







17:24

Moja włosowa historia, czyli jak to wszystko się zaczęło

Moja włosowa historia, czyli jak to wszystko się zaczęło



2014r.



Włosy po raz pierwszy pofarbowałam w gimnazjum. Wybrałam delikatny brąz, który nie odróżniał się diametralnie od moich naturalnych, mysio-brązowych włosów. Z upływem czasu jednak zaczęłam mocniej kombinować, zmieniając odcienie brązów na coraz ciemniejsze. Pewnego dnia, jak nakazywała comiesięczna tradycja, wybrałam się do drogerii po ciemno-brązową farbę i.. półka była pusta. Wzrok zaczął jeździć z góry na dół w poszukiwaniu alternatywy i tak trafił na czerń. Dlaczego nie? - pomyślałam, chwytając farbę i pędząc do kasy bez głębszego zastanowienia.

Czernią cieszyłam się może z rok - niedługo później postanowiłam z niej zrezygnować. No i się zaczęło! Od komunii regularnie odwiedzałam jednego, zaufanego fryzjera. Co mnie podkusiło, żeby włosy oddać w opiekę pierwszej lepszej fryzjerce? 'Rozjaśnianie pasemkami' - usłyszałam. Dlaczego nie? Cokolwiek to znaczyło, będę wychodzić z czerni - super!

Poszłam na próbę. Miła Pani chwyciła ukryte wśród burzy włosów pasemko i rozjaśniła je. Świetnie! - powiedziała kilka minut po skończonym zabiegu - włos wygląda idealnie! Zniszczony? Skąd! Możemy rozjaśniać! Nieświadoma tego, że zniszczenia nie pojawiają się po sekundzie i kompletnie niewyposażona w jakąkolwiek włosową wiedzę, radowałam się na myśl o rozjaśnionych, stosunkowo niezniszczonych włosach. Faktem jest, że wyjście z czerni prędzej czy później wymagałoby użycia rozjaśniacza i zniszczenie włosów byłoby nieuniknione - z perspektywy czasu jednak proces ten przeprowadziłabym stopniowo i na pewno z innym efektem.

Czarne włosy ze zmasakrowanymi, rudawo-jasnokarmelowymi pasemkami - czy widział ktoś kiedyś coś bardziej niesmacznego? Od tego momentu nigdy więcej nie pozwoliłam sobie rozjaśnić włosów. Doskonale wiedziałam, że włosy zamieniłyby się w totalną tragedię. Pasma rozdwajały się z prędkością światła i łamały się w pół. Moja głowa stała się połączeniem czarnych, w miarę zdrowych włosów i niesamowicie cienkich, rudych pasm, latających gdzie popadnie i ciągnących się jak guma od nasady aż po końce, powoli się wykruszając .

Minęło trochę czasu - zaczął pojawiać się odrost. Czarne włosy przeplatane z ledwo żywym rudym i naturalnymi, rosnącymi milimetrami przy skalpie. Włosy z każdym kolejnym dniem zaczęły coraz bardziej upodabniać się do obrazów Gerharda Richtera :) Nie była to dobra informacja - postanowiłam działać.

Rok 2011. Do innej fryzjerki wybrałam się niedługo po rozjaśnianiu - pofarbowałam całość na średni brąz, który zlikwidował imitację karmelu i przykrył odrost. W myślach zaczęły kreować się pierwsze, malutkie zalążki włosomaniactwa. Z farbą jednak, jak się okazało, postanowiłam zaprzyjaźnić się na dłużej.



Efekt widoczny poniżej:






Wycieniowane i wypełnione fryzjerskimi specyfikami, które idealnie kryły ich rzeczywisty stan.




Nieustannie farbowałam całość na ten sam odcień i podcinałam zniszczenia. Celem stały się całe brązowe włosy, a więc w krew weszło farbowanie co 2-3 miesiące i stopniowe pozbywanie się czarnych końców, które z każdym miesiącem prezentowały się coraz gorzej. Kiedy przychodził czas na farbowanie odrostu, a farba na całych włosach nie była do reszty spłukana, decydowałam się na farbowanie jedynie naturalek, oszczędzając włosom kolejnej chemicznej adrenaliny. Za jakiś czas pragnienie o wycieniowanych włosach zamieniło się w chęć prostej linii na plecach. 





Na powyższym zdjęciu widać połączenie brązu i do pewnego etapu wyeliminowaną czerń. Wiedza o pielęgnacji włosów zaczęła rosnąć - niestety w praktyce nie zawsze ukazywała się regularnie - tak, żeby wdrożyć ją w życie każdego dnia. Były etapy włosowego maniactwa, ale i chwilowych amnezji.

Na poniższym zdjęciu spora część czerni została usunięta. Włosy jednak prezentowały się tragicznie - wysuszone i zniszczone.. błagały o ścięcie :)


Sukcesywnie podcinałam jednak jedynie najdłuższe pasma, a w międzyczasie zmieniłam odcień brązu na nieco jaśniejszy.



Po dłuższym czasie doszłam do totalnego usunięcia czarnych końców i rosnąc w włosomaniaczą wiedzę, skupiłam się na wyrównaniu włosów. Pomiędzy tymi etapami, pielęgnacja włosów stała się codziennością - moim małym nawykiem. 

Prezentowały się następująco:




Wszystko dobrze - gorzej z końcami, które po każdym ścięciu bardzo szybko wracały do swojej starej formy:





Nie dawałam jednak za wygraną, sukcesywnie podcinając, nawet nieco więcej niż zwykle:





Pomimo tego, że włosy dalej nie były w dobrej formie, zaczęły się w końcu jakoś prezentować. 

Zbytnio obciążone, ale nie rażące swoim stanem w oczy:





Pomimo wysokiej porowatości, ten etap zaliczam to mojego pierwszego, małego sukcesu.



  Drogi jeszcze jednak spory kawałek. Na poniższym zdjęciu ukazują się niesforne włoski otaczające głowę z każdej strony od samej nasady - chodzące za mną efeky rozjaśniania, które swojego czasu prezentowały się jeszcze gorzej. W głowie pojawił się kolejny cel - eliminacja. Zaczęłam zabezpieczać włosy na poziomie ekstremalnym + mocno wzbogaciłam pielęgnację.






Po wielu nieudanych próbach, w końcu odstawiłam farbę i postanowiłam zapuścić naturalny kolor włosów. To była najlepsza decyzja, jaką mogłam podjąć - na głowie powoli rodziło się życie, a kondycja z miesiąca na miesiąc uległa znacznej poprawie.






Ciężko wspominam początki - do pewnego momentu. Z czasem farba się wypłukiwała, a kolorystyczna różnica zaczęła nawet mieć pewien sens. Włosy były regularnie podcinane, a naturalny odrost się zwiększał.

Jedno z podcięć z fleshem:





Po wielu miesiącach intensywnej pielęgnacji i pożegnaniu farby na amen, stan włosów uległ zdecydowanej poprawie. Ostatnie farbowanie miało miejsce w grudniu 2014r.












A na koniec.. najnowsza aktualizacja i wizualne podsumowanie.



     
   Sierpień 2013

         

Październik 2015




Nadal walczę z farbowanymi końcami, które lubią się wysuszać i rozdwajać. Niczym jednak jest obecny problem w porównaniu z problemami z przeszłości - to była zdecydowanie zacięta walka. Walka nie tylko nad włosami, ale i nad własną cierpliwością.

Mam nadzieję, że moja historia posłuży Wam jako źródło wiary i motywacji :)



Nowy cel? Długie, zdrowe, pełne objętości i blasku włosy!




Pozdrawiam Was,
Koko

17:46

L'OREAL Professionnel MYTHIC OIL: Shimmering Oil

L'OREAL Professionnel MYTHIC OIL: Shimmering Oil



Witajcie!


Przemiło jest mi Was przywitać w moim małym świecie - świecie włosowych przygód i archiwum mojej pielęgnacji :)
To właśnie tutaj będzie odgrywać się niby tak mała - a jednak tak istotna - walka o idealne włosy. Niech to miejsce będzie więc bogatym zbiorem nowych doświadczeń, źrodłem przydatnych informacji i miejscem wszelkiej włosowej motywacji :)


Przywitać postanowiłam Was małym sprawozdaniem dotyczącym dość nowej pozycji na mojej półce, czyli stosunkowo niedawno ujawnioną wersją mojego ulubionego produktu do zabezpieczania włosów.



    MYTHIC OIL: Shimmering Oil
       L'OREAL Professionnel 

  Cena: 60zł (Jean Louis David) 

 



Olejek jest w szklanej butelce o pojemności 100ml, zamkniętej w solidnym, miłym dla oka pudełku. Butelka ma ciekawy dozownik - tutaj w przeciwieństwie do swoich poprzedników do czynienia mamy ze spray'owym zakończeniem, który rozpyla produkt na więszej powierzchni. Jest to szczególnie wygodne wtedy, kiedy aplikujemy produkt na ciało. W kwestii włosów niezmiennie stosuję metodę aplikacji najpierw na dłonie, a dopiero później na włosy - w ten sposób kontrolujemy ilość nakładanego produktu, łatwiej więc uniknąć przeciążenia.
Producent zapewnia nas o rozświetlonej, satynowo gładkiej skórze i podkreślonym blasku rozświetlonych włosów.
 

 

Czym zaskakuje nas skład?




  Isopropyl Palmitate - ciekły wosk, emolient.
 Hydrogenated Polyisobutene - olej syntetyczny, emolient.
Sesame seed oil - olej sezamowy, emolient.
 Isododecane - emolient.
Sweet almond oil - olej migdałowy, emolient
linalool - substancja zapachowa
tocopheryl acetate - antyoksydant
calcium sodium borosilicate - substancja rozcięczająca/zwiększająca obiętość produktu
limonene - substancja zapachowa
alpha-isomethyl ionone - substancja zapachowa
benzyl salicylate - substancja zapachowa
benzyl alcohol - substancja konswerująca lub zapachowa / rozpuszczalnik / substancja rozrzedzająca
titanium dioxide - filtr UV
 citronellol - substancja zapachowa
silica - stabilizator emulsji
iron oxides - barwnik
michelia alba leaf oil - olejek z magnolii, emolient
hydroxycitronellal - substancja zapachowa
isoeugenol - substancja zapachowa
tin oxide - składnik do powlekania krzemianu
(funkcja odbijania światła w sposób tworzący porządaną kolorystykę)
geraniol, citral, farnesol, amyl cinnamal - substancje zapachowe


Produkt jest mocno emolientowy, a co za tym idzie - bardzo łatwo o wspomniane wcześniej przeciążenie włosów. Stosując wersję Colour Glow z tej samej serii, przeciążenie było niespotykane - nawet po kilkukrotnym nałożeniu produktu w ciągu dnia. W tym przypadku, niestety, niewiele trzeba, żeby błyszczące włosy zamieniły się w niekorzystnie wyglądające strąki. Ale.. głowa do góry! Wszystko jest kwestią odpowiedniego dozowania :) Produkt ten jest ciekawym rozwiązaniem dla osób, które zmagają się z puszącymi się włosami - olejek dociąży włosy i ujarzmi niesforne niespodzianki.



 A tak prezentuje się konstystencja:




Olejek zawiera złote drobinki, które w niewielkim stopniu dostrzegamy po aplikacji i posiada bardzo przyjemny, słoneczny zapach, najbardziej charakterstyczny z całej serii.





Jak to wygląda w praktyce?





 Światło dzienne, prawa strona po aplikacji, lewa bez




Włosy po aplikacji na słońcu



Skóra bezpośrednio po zaaplikowaniu i rozsmarowaniu produktu





Październik jest 10 miesiącem od ostatniego farbowania włosów - z towarzyszącym farbie blaskiem pożegnałam się więc już dawno temu - ale na szczęście są wspomagacze :) Takim właśnie okazał się ten produkt. Nie jest to efekt trwałego blasku chemicznej koloryzacji, ale olejek daje godny uwagi efekt włosów nawilżonych, lśniących i ujarzmionych. Warto stestować go na własnych włosach i przekonać się, czy produkt będzie nam odpowiadał - póki co jestem z niego mocno zadowolona. Oprócz funkcji wizualnej poprawy, oczekuję jednak przede wszystkim solidnej ochrony włosów przed czynnikami zewnętrznymi. O tym, czy produkt sprawdza w się w tej roli równie dobrze jak jego poprzednicy, przekonamy się wkrótce :)

  





Pozdrawiam Was, 
Koko